dobrze, zaczynam od początku.. korzeń kupiłam w Kakadu, jako korzeń akwarystyczny. Temat podany przez "WERWOLF" pt preparacja korzeni jest mi dobrze znany, czytałam go przed przygotowaniem korzenia, moje przygotowywanie wyglądało tak:
najpierw 2 dni (praktycznie całe) korzeń gotował się w soli (woda była zmieniana minimum 2 razy dziennie), później kolejne 3 dni gotowany w wodzie bez soli, a na końcu 5 dni moczenia w samej wodzie (bez soli, przy podmianach ok 2 razy dziennie). Wydaje mi się, że korzeń został wystraczająco spreparowany.
Jeśli chodzi o ślimaki, jest to kolejny problem który chciałam poruszyć, ale nie myślałam że może mieć to związek. Ślimaków mam dość sporo, nie mam pojecia skąd się wzieły, są różne, niektóre z muszlą zawiniętą (jak ślimak) przeźroczystą, inne ze świderkiem (ciemnym).. Jest kilka dużych, sporo jest także małych, chodzących po kamyczkach.. czytałam coś o rybkach (bocjach), które potrafią to (ślimaki) usunąć, a że nadal jestem w trakcie wyboru obsady, chcę wziąć je pod uwagę.. jeśli chodzi o zdjęcia, niestety nie da rady, raz że mam za słaby aparat, a dwa że owa galaretka siedzi pod tylną ścianą akwa :/
Nie sądzę żeby to była wina ślimaków. Taki biały półprzezroczysty glutek to chyba jakiś korzuch bakteryjny. Ja też miałam taki na swoim korzeniu ale ja znalazłam go w lesie. Gotowałam chyba przez pół dnia w soli a potem moczył się chyba ponad miesiąc w wiadrze. I w wiadrze zaczął się robić taki mazisty wstrętny biały glutek. Zastosowałam dość sporą dawkę FMC przez kilka dni i korzuch zniknął, tylko potem korzonek musiał się moczyć chyba ponad tydzień żeby usunąć preparat bo barwił wodę na niebiesko. Korzeń wylądował w akwa kiedy woda z moczenia była całkiem przejrzysta. Korzuch nie wrócił a w akwa mam glonojady więc przypuszczam że gdyby się pojawił to sobie z nim poradzą, ale narazie nie zaobserwowałam nic niepokojącego.
Może spróbuj z tym MFC czy tam FMC dopóki nie masz jeszcze obsady, tylko oczywiście w akwa roztwór musi być słabszy niz ten, który ja zastosowałam.
Jesteśmy zarozumiałymi ignorantami zapatrzonymi w swoje "człowieczeństwo", które zamiast otworzyć nam szerzej oczy na otaczający nas świat, przysłoniło je mgłą pychy.
raqu93 napisał(a):a więc to na 99% jajka ślimaków dodaj fotkę to stwierdzimy dokładie
wrzucam fotki, cienkie, lepszej nie dam rady zrobić, za cienki sprzęt..
musicie uwierzyć na słowo przeźroczysto mleczna galaretka, bardzo dobrze trzyma się korzenia.
ja mam pytanie co do postów powyżej.. jedyne co mnie niepokoi to to, czy ta galareta nie zaszkodzi rybom i roślinom, bo jesli glonojady sobie z nim poradzą i przy okazji nic im się nie stanie to nie mamy o czym rozmawiac
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2009, 20:51 {2} przez kara1002.)
Nie będą to jaja ślimaków, lecz najprawdopodobniej (bo nie ma fotek) owa pleśń. Jest niegroźna, ale szpeci. Po pewnym czasie (u mnie trochę to trwało) samo ustąpi. W walce z tym mogą pomóc otoski. Zauważyłem,że krewetki też to skubały.
Byłaś szybsza o minutę
Tak to pleśń. bez obaw.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.01.2009, 20:49 {2} przez poton.)
Cytat:Nie będą to jaja ślimaków, lecz najprawdopodobniej (bo nie ma fotek) owa pleśń. Jest niegroźna, ale szpeci.
Ja kiedyś zostawiłem akwa samo na 10 dni (jeszcze bez ryb), automat wszystko włączał.... itd. Po powrocie całe akwa było w pleśni, połowę roślin było nie do odratowania, smród, bród i malaria Niedawno znów wróciłem do korzenia i sprawa miała się podobnie, nic nie pomagało, otoski, kosiarki - nic nie chciało tego zjadać. Teraz go wywaliłem i mam święty spokój (chodź był bardzo łady)
Pierwsze słyszę żeby otoski jadły pleśń... jeśli możesz to wyjmij korzeń i zrób mu kilka kąpieli w solance, na pewno pomoże, lecz jeśli nie możesz wyciągnąć to ta pleśń po jakimś czasie zniknie, najlepiej było by jeszcze skierować wylot z filtra na ten korzeń, ale wtedy nie masz gwarancji ,że ryby nie zachorują.
Pisz poprawnie!
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.04.2009, 10:40 {2} przez Olek.)