10.07.2010, 01:36
Witam wszystkich znawców akwarystyki!!
Słuchajcie chciałbym się dowiedzieć od was jak to jest możliwe że w latach 70-90 (w przybliżeniu oczywiście) hodowano mieczyki w warunkach dzisiaj nie do pomyślenia wręcz skandalicznych a mianowicie chciałbym opisać wam akwarium mojego ojca które funkcjonowało właśnie w tych latach.
GŁÓWNE AKWARIUM: 96l, 60-40-40cm, gęsto obsadzone roślinami
4 AKWARIA DLA NARYBKU: każde po ok 35 litrów samodzielnie klejone (bez filtrów tylko napowietrzenie wody)
SPRZĘT:pompka powietrza zrobiona własnoręcznie zasilana silnikiem z magnetofonu szpulowego, szklany filtr zewnętrzny+ deszczownia(używałem takiego jeszcze rok temu)+ napowietrzenie wody, brak termometru ,brak grzałki, oświetlenie to zwykłe żarówki 3x25W
WODA:nie podmieniana tylko dolewana ilość wyparowanej, bez soli i jakichkolwiek dodatków chemicznych (zwykła nieodstana kranówa), nie sprawdzane parametry
OBSADA: około 40 naprawdę dojrzałych mieczyków, kilka glonojadów i gupików
RYBY: okazy zdrowia i przede wszystkim o mega rozmiarach (nie zmyślam). Bardzo chętnie kopulowały i dawały wiele zdrowych młodych.
KARMIENIE:2lub3 razy dziennie żywą ochotką, larwami komara i innymi małymi stworzeniami prosto ze stawu w którym pływały ryby takie jak karpie, kiełbie, liny, płotki,karasie itp. oprócz tego oczywiście ptactwo!(mnóstwo chorób jakby nie było... prawda???). W zimie gotowane na twardo żółtko lub jajko zmieszane z mlekiem w proszku.
CHOROBY: co?? choroby??? preparaty???
Aktualnie to akwarium już nie funkcjonuje jakieś 18 czy 17 lat .
Mój ojciec śmieje się ze mnie że moje ryby są chore a przede wszystkim tak bardzo podatne na choroby... że trzeba mieć grzałkę filtry nie wiadomo jakie, mierzyć parametry wody i cuda boskie i co ino...
Opowiadał mi (co jest dość brutalną rzeczą) że miał ich tak dużo (a nie miał komu oddać bo akwaria nie były tak popularne jak w dzisiejszych czasach) że jak jechał na ryby to brał kilka z nich na "żywca"
Takie akwarium i warunki staram się stworzyć od kilkunastu lat ale jak napisałem (właśnie na tym forum) o chorobie moich ryb to od razu mnie "zbesztali" ze się nie znam ze wszystko źle robię, że nie mam pojęcia itp
(ogólnie że nowy jestem w temacie AKWARYSTYKA)
Więc proszę was bardzo MĄDRE GŁOWY powiedzcie mi jak to mogło być wtedy a czemu nie może być teraz?????
- woda nie taka? z kranu zła to może ze studni spróbować?
- ryby od hodowcy złe? może z innego źródła?
- rośliny nie takie?
- może pokarm w płatkach to jest zło?
- żwir jest z tego samego akwa więc raczej nie jest zły prawda?
- czyżby zbiornik był w nieodpowiednim miejscu w pokoju? Pokój od zachodu. Po prawej czy lewej stronie okna? może na przeciwko? metr czy dwa metry nad podłogą? ma to znaczenie?
Pytań nasuwa się wiele prawda? Tylko nie wiem czy naście lat temu aż tyle ich sobie zadawano. Sami pomyślcie, zapytajcie ojców, dziadków.
Co się zmieniło od tamtych czasów???
PROSZĘ was wyjaśnijcie mi to "na chłopski rozum" a będę bardzo wdzięczny!!
-------------
Pisz poprawnie !
Słuchajcie chciałbym się dowiedzieć od was jak to jest możliwe że w latach 70-90 (w przybliżeniu oczywiście) hodowano mieczyki w warunkach dzisiaj nie do pomyślenia wręcz skandalicznych a mianowicie chciałbym opisać wam akwarium mojego ojca które funkcjonowało właśnie w tych latach.
GŁÓWNE AKWARIUM: 96l, 60-40-40cm, gęsto obsadzone roślinami
4 AKWARIA DLA NARYBKU: każde po ok 35 litrów samodzielnie klejone (bez filtrów tylko napowietrzenie wody)
SPRZĘT:pompka powietrza zrobiona własnoręcznie zasilana silnikiem z magnetofonu szpulowego, szklany filtr zewnętrzny+ deszczownia(używałem takiego jeszcze rok temu)+ napowietrzenie wody, brak termometru ,brak grzałki, oświetlenie to zwykłe żarówki 3x25W
WODA:nie podmieniana tylko dolewana ilość wyparowanej, bez soli i jakichkolwiek dodatków chemicznych (zwykła nieodstana kranówa), nie sprawdzane parametry
OBSADA: około 40 naprawdę dojrzałych mieczyków, kilka glonojadów i gupików
RYBY: okazy zdrowia i przede wszystkim o mega rozmiarach (nie zmyślam). Bardzo chętnie kopulowały i dawały wiele zdrowych młodych.
KARMIENIE:2lub3 razy dziennie żywą ochotką, larwami komara i innymi małymi stworzeniami prosto ze stawu w którym pływały ryby takie jak karpie, kiełbie, liny, płotki,karasie itp. oprócz tego oczywiście ptactwo!(mnóstwo chorób jakby nie było... prawda???). W zimie gotowane na twardo żółtko lub jajko zmieszane z mlekiem w proszku.
CHOROBY: co?? choroby??? preparaty???
Aktualnie to akwarium już nie funkcjonuje jakieś 18 czy 17 lat .
Mój ojciec śmieje się ze mnie że moje ryby są chore a przede wszystkim tak bardzo podatne na choroby... że trzeba mieć grzałkę filtry nie wiadomo jakie, mierzyć parametry wody i cuda boskie i co ino...
Opowiadał mi (co jest dość brutalną rzeczą) że miał ich tak dużo (a nie miał komu oddać bo akwaria nie były tak popularne jak w dzisiejszych czasach) że jak jechał na ryby to brał kilka z nich na "żywca"
Takie akwarium i warunki staram się stworzyć od kilkunastu lat ale jak napisałem (właśnie na tym forum) o chorobie moich ryb to od razu mnie "zbesztali" ze się nie znam ze wszystko źle robię, że nie mam pojęcia itp
(ogólnie że nowy jestem w temacie AKWARYSTYKA)
Więc proszę was bardzo MĄDRE GŁOWY powiedzcie mi jak to mogło być wtedy a czemu nie może być teraz?????
- woda nie taka? z kranu zła to może ze studni spróbować?
- ryby od hodowcy złe? może z innego źródła?
- rośliny nie takie?
- może pokarm w płatkach to jest zło?
- żwir jest z tego samego akwa więc raczej nie jest zły prawda?
- czyżby zbiornik był w nieodpowiednim miejscu w pokoju? Pokój od zachodu. Po prawej czy lewej stronie okna? może na przeciwko? metr czy dwa metry nad podłogą? ma to znaczenie?
Pytań nasuwa się wiele prawda? Tylko nie wiem czy naście lat temu aż tyle ich sobie zadawano. Sami pomyślcie, zapytajcie ojców, dziadków.
Co się zmieniło od tamtych czasów???
PROSZĘ was wyjaśnijcie mi to "na chłopski rozum" a będę bardzo wdzięczny!!
-------------
Pisz poprawnie !

Ogólnie teraz "jakość" zwierząt jest dużo gorsza. Jest to masówka, głównie hodowana na hormonach i pokarmach wysokobiałkowo-wybarwiających Nie liczą się zwierzęta, tylko ilość sprzedanych i wyprodukowanych sztuk. Tyczy się też to roślin, większość pochodzi z upraw emersyjnych. Po ponownym zanurzeniu giną, gdyż nie potrafią się tak szybko przystosować do ponownego zanurzenia. Co do wody, nigdy nie odstawiam, nigdy niczego nie dolewam, chemii i soli mówię absolutne nie. Nie zaliczam żadnych chorób, grzałki też nigdy nie używam.
