Moje akwarium nadal żyje i jakoś się ma. Od czasu kiedy ostatni raz tu zaglądałam ( a było to daaawnooo....) spotkały je chyba wszystkie kataklizmy świata. A więc:
1. Kupiłam nowe roślinki i byłam przeogromnie szczęśliwa, że w końcu zakryję tył akwarium czymś wysokim. I nawet super to wyglądało... do czasu, póki wszystkie mi nie zgniły

.Smród niesamowity wydobywał się z wody, więc szybko usunęłam niewypały.Później dopiero dogrzebałam się w necie, że te trawki owszem są, ale bagienne. Po usunięciu smrodek został, bo gdzieś tam w piasku pozostały korzenie, które nadal sobie spokojnie gniły. Pozostała pustka w moim akwa i w kieszeni.
2. Postanowiłam zrobić restart, żeby usunąć wszystko co szkodliwe, coby rybki nie zaczęły padać. Przez jakiś czas było wszystko ok, ale przypętało się jakieś choróbsko. Trup siał się gęsto. Co prawda tylko gupiki, ale skalar też zachorował. Nie jadł, postrzępił się cały, obszedł ze skóry.Popędziłam do sklepu. Dostałam Ektozon: preparat przeciwko grzybom i pasożytom. To było na 2 tygodnie przed urlopem więc lek użyłam no i wyjechałam. Przez cały miesiąc myślałam, że jak wrócę, to zastanę samą wodę w akwarium. Ale na szczęście skalar wyzdrowiał. Brakowało za to 3 zbrojników.
3. Na tym myslałam, że skończyły się moje problemy, ale przypętały się ulubione przez wszystkich zwierzątka: ślimaki! Które systematycznie wyławiam do dzisiaj i na szczęście ich ilość się zmniejsza.
4. W między czasie jeszcze zmieniłam szafkę pod akwarium. Ale już nie czyściłam całego zbiornika tylko wylałam prawie całą wodę, a resztę zostawiłam. I noc miałam z głowy, bo nasłuchiwałam, czy akwa mi nie pęknie albo nowa szafka się nie zawali. Acha, no i szafkę udało nam się chyba zmienić w ostatniej chwili, ponieważ w starej odeszła tylnia płyta, co się okazało dopiero po odstawieniu od ściany. Ufff.
Na razie wszystko jakoś się trzyma, rybki pływają, roślinki rosną.
Wieczorem dojdą zdjęcia.[/u]