14.05.2010, 23:12
Koleżanka kupiła sobie dwa bojowniki do kuli - dwa samce do dwóch 2,5 litrowych kul. Pierwszy, niebieski za moją namową już szczęśliwie trafił do dużego akwarium, ale z drugim jest problem.
Kupiła go w sklepie, w którym ja (jeszcze "zielona" będąc) kupiłam dwie welonki, które ten człowiek łapał tak, że miałam ochotę go udusić na miejscu. Jakby nigdy ryby nie widział - dostałam w worku dwie welonki i spory kawałek płetwy jednej z nich. Nie potrafię sobie wyobrazić jak, ale oberwał jej go siatką do wyławiania.
Ale wracając do bojownika. Oba były oczywiście "kubeczkowe" i absolutnie nie potrzebowały więcej niż dwóch litrów wody, sprzętów, roślinek, niczego. Od zakupu biedak leży na boku, ma problemy z pływaniem, nie może wzbić się pod taflę wody. Po przeniesieniu do większego (10l) na chwilę się ożywił, ale zaraz potem znowu opadł na dno. Nie ma żadnych plamek, łuski wyglądają zdrowo, oczy też, ale wiecznie leży na boku, pływa dość nieumiejętnie tylko kilka razy w ciągu dnia (a i wtedy przepłynie tylko kawałeczek i opada na dno).
To trwa już prawie dwa miesiące i rybce ani się nie polepsza ani nie pogarsza. Czy to może być jakieś nieodwracalne uszkodzenie mechaniczne, czy raczej choroba? I czy można jakoś pomóc rybce, czy w grę wchodzi już tylko skrócenie jej cierpień?
Kupiła go w sklepie, w którym ja (jeszcze "zielona" będąc) kupiłam dwie welonki, które ten człowiek łapał tak, że miałam ochotę go udusić na miejscu. Jakby nigdy ryby nie widział - dostałam w worku dwie welonki i spory kawałek płetwy jednej z nich. Nie potrafię sobie wyobrazić jak, ale oberwał jej go siatką do wyławiania.
Ale wracając do bojownika. Oba były oczywiście "kubeczkowe" i absolutnie nie potrzebowały więcej niż dwóch litrów wody, sprzętów, roślinek, niczego. Od zakupu biedak leży na boku, ma problemy z pływaniem, nie może wzbić się pod taflę wody. Po przeniesieniu do większego (10l) na chwilę się ożywił, ale zaraz potem znowu opadł na dno. Nie ma żadnych plamek, łuski wyglądają zdrowo, oczy też, ale wiecznie leży na boku, pływa dość nieumiejętnie tylko kilka razy w ciągu dnia (a i wtedy przepłynie tylko kawałeczek i opada na dno).
To trwa już prawie dwa miesiące i rybce ani się nie polepsza ani nie pogarsza. Czy to może być jakieś nieodwracalne uszkodzenie mechaniczne, czy raczej choroba? I czy można jakoś pomóc rybce, czy w grę wchodzi już tylko skrócenie jej cierpień?
