19.12.2008, 10:23
Imo - sprowadzanie wyłączania filtra do obumarcia biologii to spłycanie problemu. Bakterie bakteriami - faktycznie jest ich sporo w zbiorniku na dowolnej innej stałej powierzchni obmywanej przez wodę, w toni również się unoszą (pomińmy różnice ilości bakterii między woda twardą a miękką). Sęk w tym, że w warunkach szybkiego przepływu wody wraz z tlenem i substancjami pokarmowymi (i tu wszystko jedno o jakim poziomie mówimy - czy szczątków organicznych z jednej strony, czy prostych form azotowych z myślą o bakteriach nitryfikacyjnych) ilość życia w takim filtrze gwałtownie się zwiększa. W chwili wyłączenia warunki te ulegają załamaniu - i w funkcji czasu następuje coraz szybsze wymieranie tego życia i jego rozkład przez formy odporne na gorsze utlenowanie. Do tej pory tragedii nie ma - dopóki filtra się ponownie nie włączy - bo wtedy cała ta zupa ląduje w akwa, gwałtownie zmieniając warunki w nim panujące - a żyjące tam bakterie nie są w stanie poradzić sobie w krótkim czasie z całym tym dobrodziejstwem. Stąd łatwo o zatrucia innych organizmów w nim żyjących, na których skupia się cała uwaga akwarysty - rybach i/lub skorupiakach. Im mniejszy zbiornik tym efekty gorsze, bo stosunek objętości zbiornika do ilości uwolnionych toksyn gorszy (wyższe stężenie).
Są dwa proste sposoby na ominięcie tego problemu:
- bardzo szybko po sobie następujące wyłączanie i włączanie filtra
- poprawia to warunki tlenowe a jednocześnie mechanicznie nie dopuszcza do rozwinięcia zbyt dużej ilości życia we wspomnianym filtrze - coś jak fale o brzeg - w akwarystyce znane jako filtry pulsacyjne
- nie używanie filtra w ogóle, polegając na ruchu wody i dobierając obsadę do możliwości zbiornika (to bardzo szeroki temat, nie tylko o litrażu mowa).
Podsumowując - w typowym akwarium: małolitrażowym, z dużą iloscią życia - nie ryzykowałbym wyłączania filtra. Jeśli ktoś chce trochę wyzwań, niech spróbuje bez filtra w ogóle, zamiast pchać się w kłopoty związane z uwalnianiem zalegającego tam syfu.
Rafał
Są dwa proste sposoby na ominięcie tego problemu:
- bardzo szybko po sobie następujące wyłączanie i włączanie filtra
- poprawia to warunki tlenowe a jednocześnie mechanicznie nie dopuszcza do rozwinięcia zbyt dużej ilości życia we wspomnianym filtrze - coś jak fale o brzeg - w akwarystyce znane jako filtry pulsacyjne- nie używanie filtra w ogóle, polegając na ruchu wody i dobierając obsadę do możliwości zbiornika (to bardzo szeroki temat, nie tylko o litrażu mowa).
Podsumowując - w typowym akwarium: małolitrażowym, z dużą iloscią życia - nie ryzykowałbym wyłączania filtra. Jeśli ktoś chce trochę wyzwań, niech spróbuje bez filtra w ogóle, zamiast pchać się w kłopoty związane z uwalnianiem zalegającego tam syfu.
Rafał
