16.03.2011, 00:14
Ostatnio wybrałem się do sklepu zoologicznego na ul.Mariackiej w Katowicach. Po przeglądnięciu co posiadają postanowiłem uratowac bojownika z kubka do nowej 112 w pracy (pomijam jego zabójczą cenę 8zł) zwróciłem też uwagę na roślinki a tam Ophiopogon oraz Dracena jako rośliny do akwarium.
J - ja
S - sprzedawczyni
wskazuję na te dwie rośliny i pytam grzecznie:
J - czy wie pani, że te dwie rośliny (podaje nazwę i pokazuję) nie nadają się do akwarium?
S - tak wiem (zastrzeliła mnie jej szczera odpowiedź)
J - to dlaczego je pani sprzedaje do akwariów?
S - bo są tanie i duże a klienci szukają dużych i przede wszystkim tanich roślin
J - no ale za chwilę im to zgnije
S - to przyjdą po następną
po tym stwierdzeniu zdecydowałem więcej nie odwiedzać tego sklepu.
J - ja
S - sprzedawczyni
wskazuję na te dwie rośliny i pytam grzecznie:
J - czy wie pani, że te dwie rośliny (podaje nazwę i pokazuję) nie nadają się do akwarium?
S - tak wiem (zastrzeliła mnie jej szczera odpowiedź)
J - to dlaczego je pani sprzedaje do akwariów?
S - bo są tanie i duże a klienci szukają dużych i przede wszystkim tanich roślin
J - no ale za chwilę im to zgnije
S - to przyjdą po następną
po tym stwierdzeniu zdecydowałem więcej nie odwiedzać tego sklepu.
