Raz jak byłam w pewnym zoologu, gdzie sprzedawca się kompletnie nie zna, poszłam się troszkę "ponabijać":
J - ja,
S - sprzedawca
J: Dzień dobry.
S: Dzień dobry.
J: <oglądam sobie akwaria, po czym dodaję> Czy bojownik może być z krewetkami?
S: <po chwili namysłu> W kuli czy w akwarium?
J: <trochę z oburzeniem, ale starałam być miła> W akwarium.
S: <myśli, i myśli> Nie wiem...
Dobrze, że przynajmniej powiedział że nie wie...
Druga sytuacja, ten sam sklep. Słyszę rozmowę między jakąś starszą i dziwną babką, a tym samym sprzedawcą:
B - babcia
S - sprzedawca
B: To ja poproszę jeszcze te rybki <i wskazuje na tetry czarne>
S: Ile?
B: Z 3 sztuki. <chwila przerwy, po czym dodaje> Moje rybki , to każda ma imiona!
S: <przytakuje>
B: Mam w swoim akwarium mieczyki, molinezje, gupiki, glonojady...
Nie mogłam tego słuchać i wyszłam. Gdybym nie była taka "nieśmiała" to bym jej się z miłą chęcią zapytała, ile ma litrów te jej "akwarium", ale wątpię że by było odpowiedniej wielkości..
Zupełnie inny sklep, mały taki, mają 2, ale duże akwaria, pływają tam chore ryby..
Tu też nie wzięłam udziału w tym dialogu, ale słyszałam tylko:
K - kobieta
S - sprzedawczyni
K: Mam taki problem, w moim akwarium jest mętna woda. Wymieniałam wodę wczoraj.
S: A....
I tutaj wyszłam ze sklepu...
Gdyby nie moja osobowość, może bym pomogła "zwalczyć przyczynę", a chyba widać o co chodzi, prawda?